Niezależność. Jak być niezależnym?

Niezależność. Jak być niezależnym?

Od jakiegoś czasu wydaje mi się, że chorujemy na “ciasnotę intelektualną”. Jesteśmy niesamowicie podatni na manipulację. Pozwalamy sobą kierować, nie mamy swojego zdania. Wydaje nam się, że skoro istnieje tak zwana “psychologia tłumu”, jesteśmy uratowani. Nie szukamy i takie oto są efekty. Nasz mózg jest zmiażdżony, nie oddycha, nie ma własnej przestrzeni. Nie umie być niezależny.

Ostatnio przewinęły się przez mój wzrok słowa Brigitte Bardot: “Nieza­leżność. Prze­cież ona nie is­tnieje na zewnątrz, ale wewnątrz nas. Jeśli wewnętrznie za­leżę od cze­gokol­wiek lub ko­gokol­wiek nie po­mogą mi na­wet naj­bar­dziej sprzy­jające warunki”. Jakże proste słowa, które w jasny i naoczny sposób określają naszą współczesność.

W psychologii istnieje coś takiego jak wewnątrz- i zewnątrzsterowność. Pierwsze polega na tym, że kierujemy się wewnętrznymi popędami, pragnieniami, generalnie tym, co czujemy “w środku” – sercem czy duchem. Drugie zaś oznacza, że pozwalamy się sterować przez innych – przyjaciół, rodzinę, kolegów czy koleżanki z pracy. Zwróć jednak uwagę – zewnątrzsterowność, a zależność od kogoś różni się diametralnie. Osoby chore czy niepełnosprawne są czasem zależne od osób trzecich. Choćby po to, żeby przemieścić się z punktu A do punktu B. Pracownicy korporacji również –  by ukończyć projekt, który “stoi”, bo ktoś zawala terminy.

Oczywiście, nie można wykluczyć, że jedno jest lepsze od drugiego i odwrotnie. Wydaje mi się jednak, że we wszystkim potrzebna jest równowaga. Potrzebna jest pewna doza homeostazy, która – najprościej rzecz ujmując – oznacza równowagę między środowiskiem wewnętrznym i zewnętrznym.

Mamy w sobie jednak coś takiego, że wolimy iść z trendem, za ludem. Lubimy być “konformistami” niż “nonkonformistami”. Nasza podatność na manipulację ogromna! Jesteśmy w stanie wydać każde pieniądze, cały swój czas wolny albo potrzebny na inne sprawy poświęcić dla czegoś lub kogoś. Wyżej wspomniana “ciasnota intelektualna” powoduje, że trochę tracimy kontrolę nad sobą. Nie bierzemy już odpowiedzialności, nie mamy swojego zdania, wręcz boimy się go mieć.

Tutaj “dzień dobry” z uśmiechem mówi nam czynnik społeczny, który odgrywa niesamowitą rolę w kształtowaniu naszej codzienności. Nie znaczy on nic innego jak to, żeby przypodobać się, popisać przed kimś, nie być gorszym, odtrąconym, nie stracić reputacji. Mam wrażenie, że nie chcemy się rozwijać, kształtować swojego myślenia czy walczyć ze złymi nawykami; gdzieś usłyszałem bardzo fajne słowa:

“dobre nawyki trudno wypracować i łatwo je stracić, złe nawyki zaś łatwo wypracować, a trudno je wykorzenić”.

Tyczy się to również “psychologii tłumu”, przez którą wolimy stać na boku, nie mieć impulsu do działania samemu. Traktujemy ją jako swojego rodzaju wybawienie, taki trochę “lek na zło”. Nie chcemy się wychylać, ale kiedy już “w kupie siła” można działać na pełnym gazie. I mam wrażenie, jakbyśmy nie oddychali “swoim powietrzem”, ale kradli komuś przestrzeń.

Właśnie “ciasnota intelektualna” i “psychologia tłumu” to nic innego jak właśnie ta zewnątrzsterowność, na której łapiemy się lub nie (jakże często!). To trochę tak, jakbyśmy nie umieli żyć własnym życiem. A to jest bardzo dziwne, ponieważ nikt tego nie chce! Z jednej strony „nikt nie może przeżyć życia za mnie”. Z drugiej, „niech życie sobie płynie, bo ja nie wiem, czego chcę”. Zatem zewnątrzsterowność zaczyna przekształcać nasze wnętrze.

Dochodzi do tego bardzo łatwo – ludzie i przedmioty przenoszą „siebie” na nasze wnętrze. Na nasze przekonania, decyzje, postawy, uczucia i emocje. Może dojść w takim wypadku do zniewolenia.

I tak, jak Bardot powiedziała – dopóki nasze wnętrze będzie zniewolone, zależne, nie staniemy się niezależni na zewnątrz. 

Uczmy się tego, aby mieć własne zdanie, by być asertywnym. Uczmy się polemizować, przyznawać rację i nie zgadzać się. To jest jedyny ratunek dla tego, aby uwalniać się tego, czym nie chcemy być zniewoleni.

M.

Dodaj komentarz

Close Menu